piątek, 4 listopada 2011

piątkowe

Piątek, piąteczek, piątunio!
Z takim oto wyrazem na ustach powitałam nowy dzień, którego nazwa sprawia, że nawet w zimie ćwierkają ptaki, a gnijące pod drzewami liście zdają się być zrobione ze złota.
Dzień, w którym wszelkie problemy pryskają jak bańka mydlana, by pojawić się znów w poniedziałek rano. Czy śnieg, czy deszcz, czy też słońce, każdy uśmiecha się nawet do nieznajomych spotkanych w drodze do szkoły (!) gdyż wie, że już za kilka godzin będzie bezwarunkowo wolny i zasiądzie w wygodnym fotelu z kubkiem kawy, bądź herbaty, by oddać się słodkiemu lenistwu.

Mój uroczy piąteczek był wypełniony pragnieniem czegoś bardzo mocno czekoladowego, wręcz ociekającego smakowitą czernią, a także zachwytami na temat cholernie ślicznych sukienek sięgających ziemi.
Szczególnie przypadła mi do gustu ta oto królewna
i nikt mi nie wmówi, że nie jest cudna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz