Wychodząc dzisiaj z domu o 6:30 miałam niesamowicie silne i dziwne przeczucie. I wcale nie chodziło o to, że nie wiem jak się nazywam, bo spałam tylko kilka godzin.
Miałam przeczucie, że właśnie dziś wydarzy się coś, co zmieni moje życie. Coś, co przełamie monotonię i poczucie bezsensu. W końcu zacznę żyć.
Szłam więc, coraz pewniejsza, bo pewnie to zdarzy się w szkole. Nawet dziwny koleś zatrzymujący się w połowie ulicy nie zwrócił zbytnio mojej uwagi. No, może do czasu aż zaczął coś mówić. Gdy przymierzałam się właśnie do przejścia przez ulicę w wyznaczonym do tego miejscu, ten sam młody mężczyzna zatrzymał się na pasach i tym razem uświadomiłam sobie, że mówił do mnie. Cały czas...
- Idziesz w stronę Oświęcimia? - Nie, szłam w przeciwną, do szkoły!
Zamiast rzucić ripostą, jak mam to w zwyczaju, zaniemówiłam i tylko pokręciłam głową, uśmiechając się lekko.
Gdy dotarłam do szkoły uświadomiłam sobie, że ominęła mnie przygoda życia.
Uczucie, że stanie się coś ważnego minęło bezpowrotnie...