Przeglądając Internet w poszukiwaniu sposobów zdrowego żywienia, naturalnej pielęgnacji i tym podobnych (modnych ostatnio) dupereli, można się natknąć na różne ciekawe rzeczy. Na przykład taka pietruszka (zielona oczywiście, inaczej Natka).
Mama wciska ją jeszcze małemu człowiekowi, a ten za nic nie weźmie jej do ust. Bo śmierdzi, bo wchodzi w zęby... Szczerze nienawidziłam pietruszki. Co z tego, że to zdrowe, jak czekolada lepsza. Jedzenie zupy z dodatkiem pietruszki w moim wypadku kończyło się zielonym wzorkiem wokół brzegów :3
Ale! Trochę urosłam (w spodniach się, kurczę, nie mieszczę) i chyba odrobinę zmądrzałam. I choć pietruszki nie lubię (fuj, fuj, fuj, fuj) i nadal trudno mi się do niej przekonać, to jednak się staram, bo... Pietruszka wspomaga włosy! No właśnie. A że moja mania sięga zenitu, robię wszystko, by je wspomóc. Niech do cholery rosną! Ile można się męczyć. Drożdże same nie dadzą rady (chociaż i tak są świetne - 2cm miesięcznego przyrostu satysfakcjonują <3), a cudowne opisy natki (zawiera potas, żelazo, magnez, sód, jod, wapń, fosfor, fluor, witaminę C i karoten) kuszą (wbrew pozorom - nawet mnie).
Krążący w całej sieci przepis na koktajl (smoothie, shake, czy jak się to tam zwie) pietruszkowo-jabłkowy zdążyłam już wypróbować. Musiałam dołożyć cukier i cynamon, poza tym nie powalał smakiem (w sumie nie wiem nawet czemu, kocham jabłka, jakby nie było). Na tym jednym koktajlu skończyła się moja przygoda z pietruszką (żeśmy zabalowały...)
aż do dziś :) Jednak mój przepis jest trochę inny, za to o wiele bardziej apetyczny (przynajmniej dla mnie). Tak więc przepis na moją dzisiejszą kolację, czyli:
Pietruszkowy mus
(bomba witaminowa, a kalorii tyle co nic :), przepis na 1 porcję)
- 2 gruszki (może być 1, bardzo bardzo duża, ale lepiej jednak 2)
- pęczek natki pietruszki
- opcjonalnie: woda, sok pomarańczowy bądź inny, cukier, miód, cynamon (gdyby smak pietruszki był nie do zniesienia)
Robię to tak:
Gruszki obieram, przekrawam, usuwam nasionka (nie polecam) i kroję w kawałki dla wygody. Wrzucam do pojemniczka, dodaję listki pietruszki (wiem, fuj, ale im więcej, tym lepiej, nie oszukujmy się). Do tego dolałam około 3 łyżek soku pomarańczowego (prawie pusty karton stał smutno w lodówce :c ) i całość zblendowałam. Trochę to zajęło, ponieważ gruszki były dość twarde, a soku nie było zbyt wiele, ale udało się. W efekcie otrzymałam mus w modnym miętowym kolorze :3 Ja nie musiałam doprawiać, był idealny i taki przyjemnie lekki.
