czwartek, 16 lutego 2012

epopeja o pączkach - Pączkoida

Tak więc (pan polonista właśnie zleciał z krzesła) nadszedł wyczekiwany już mniej więcej pół roku Tłusty Czwartek. Ludzie, którzy nie kochają tego dnia, są chorzy umysłowo, mieli swoje święto we wtorek :) więc całkowicie ignoruję ich istnienie. Pączki i tym podobne rarytasy sprawiają, że życie na tym świecie ma sens (mimo iż są cholernie kaloryczne, a ja się odchudzam, ale raz w roku można). Zjem ich około 50. Może trochę więcej.
Mam ferie i jest to dla mnie jakby czas refleksji. Wczoraj na przykład znalazłam łóżko, w którym się zakochałam. I nieważne, że będzie zajmowało pół mojego mikroskopijnego pokoju. Sen jest sensem mojego życia, a w łóżku spędzam większość czasu, więc może zajmować i cały pokój. Niestety mamie te argumenty nie wystarczyły. Cóż.. i tak postawię na swoim.
Ponadto podczas wyrabiania ciasta na pączki doszłam do wniosku, że jest kilka rzeczy, którymi chciałabym się interesować, ale nie wychodzi mi praktycznie żadna z nich. Moda się mnie zupełnie nie trzyma, jestem chyba zbyt leniwa czy coś, fryzjerstwo mnie nie lubi, choć ja je kocham, a pieczenie odwraca się plecami. A staram się, naprawdę.
moja wymarzona sukienka
i butki <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz